Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Kill’ Em All?
Michał Larek
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
 Larek

Ten upał mnie zabije.

Albo wy. Bo w tej „Przygodzie popularnej” będą spoilery.

Siedzę sobie w pracowni na poddaszu, wpatruję się w rozgrzany laptop i spływam potem. Nie wiem, dlaczego popijam do tego parującą kawę, ale robię to.

„Ten upał mnie zabije” – myślę, jednak tak się nie dzieje. Ten upał zabija kogoś innego. I to na moich oczach. Niestety nie mogę nic zrobić, nie mogę pomóc nieszczęśnikowi. Mogę tylko patrzeć, spływać potem, a potem interpretować, jeśli tylko starczy sił.

Oto ósmy odcinek drugiego sezonu „True Detective”, słynnej opowieści Nicka Pizzolatto, dobiega końca. W poprzednich odcinkach zginął jeden z głównych bohaterów. Przed chwilą ukatrupiono kolejnego. Teraz czas na trzeciego: idzie więc sobie bardzo wysoki mężczyzna w garniturze, z dziurą w brzuchu, w pełnym słońcu, po jakiejś pustyni, wyobraża sobie swoją piękną żonę i powoli umiera.

Dopada mnie niewymowny smutek: widzę drżące Vince’a Vaughna, który nagle uświadamia sobie, że dotarł już do końca.

Dlaczego właśnie w ten sposób kolejny autor kończy swoją fabułę? Skąd ta fatalistyczna obsesja? Skąd to okrucieństwo?

Odrywam wzrok od ekranu i rozglądam się po pracowni, która zapchana jest książkami, stertami gazet i kserówkami. Rozglądam się po swoim prywatnym archiwum tysiąca opowieści. Większość z nich kończy się umiarkowanie optymistycznie. Naturalnie, poza tymi, które wymyślił Szekspir, największy europejski rzeźnik literacki.

„Zatrzymałeś się jakiś czas temu” – słyszy Vaughn, odwraca się i widzi swojego trupa leżącego parę metrów dalej. A potem upada.

Mnie natomiast zalewa kolejna fala upału. Biorę łyk gorącej kawy. Przymykam oczu i widzę finały ostatnio obejrzanych seriali.

Hm, może ja też umrę? Mamy wszakże dwudziesty stopień zasilania.

W pewnym momencie pojawiają ostatnie sceny z piątego sezonu „Gry o tron”. Od razu robi się chłodniej. Ale też smutniej. Tutaj przecież morduje się ludzi, z którymi zdążyliśmy się prawdziwie zaprzyjaźnić. Widzę Johna Snow. Tak, tego, który podobno nic nie wie. Świetnego, dzielnego chłopaka. Niedawno awansował na dowódcę Nocnej Straży. Właśnie leży na ziemi z paroma dziurami w brzuchu. Kamera pokazuje go z góry, smyczki zawodzą, krew rozlewa się po śniegu. Snow jest martwy.

Dlaczego? Czy to jakiś znak? Co się dzieje z naszymi opowieściami, czyli z nami?

Niestety, jednak nie mam sił na interpretację.

Może później, kiedy się teraz ochłodzi?





 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×