Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Katarzyna Bonda. Wprowadzenie
Michał Larek
piątek, 29 maja 2015
 Larek

Od paru tygodniu słucham jak zaklęty piosenki, która poprzedza kolejne odcinki serialu kryminalnego „Fortitude”.

To nastrojowe widowisko, którego akcja dzieje się w narkotycznej scenerii Arktyki, stanowi bardzo szczególny wgląd w ludzkie losy, zazwyczaj nokautująco pokręcone i zasadniczo skazane na odwleczoną w czasie klęskę. Simon Donald, twórca tej opowieści, miał kapitalny pomysł: osadzić wielowątkową akcję w zamkniętej, zaśnieżonej, mroźnej oraz przepięknej okolicy i w tych właśnie laboratoryjnych warunkach opisać ludzkie relacje, zawsze skażone jakimś mniejszym lub większych występkiem.

„Peeling off the layers” w wykonaniu Wildbirds&Peacedrums – znowu włączyłem ten uzależniający kawałek i chyba dochodzę do wniosku, że wyraża on filozofię ambitnego kryminału: odzieranie z warstw, odrzucanie kolejnych powłok, otulin w poszukiwaniu bolesnej istoty, najważniejszej przyczyny, czegoś, co można by nazwać czynnikiem naszej porażki.

„Odzieranie z warstw”.

Smutny, delikatny głos wyśpiewuje cicho: „Peeling of the layers / Peel it off // I wish I could find a cure / And to know my disease / But like nothing is heard of / The circle of all of life”.
„Chciałbym poznać naturę mojej choroby”.

Tak sobie dumam, słucham, piszę i jednocześnie wspominam wieczór autorski Katarzyny Bondy, który odbył się niedawno w Kutnie. „Gdy byłam mała – mówiła wówczas pisarka – zawsze zadawałam makiaweliczne pytanie «dlaczego?»”. Być może ta swoista pasja intelektualna, zorientowana na analizowanie przyczyn, wpłynęła ostatecznie na kształt pisanych przez nią kryminałów. Wybierając na swoich głównych bohaterów profilera (Huberta Meyera) i profilerkę (Saszę Załuską), a więc psychologów śledczych, podporządkowała własne fabuły pytaniom o motywacje.

„W gruncie rzeczy nie chodzi tu o krew i trupy – wyjaśniała Bonda w jednym z wywiadów – lecz o psychologię i ciemne moce w ludzkich głowach”.

Ciemna psychologia – tak bym właśnie określił dyscyplinę, w której próbuje swoich sił „królowa kryminału”. Ciemna psychologia, której celem jest odpowiedź na pytanie, dlaczego ktoś przekracza granicę, dlaczego ktoś z nas decyduje się na zabójstwo, dlaczego czasami tracimy wewnętrzną kontrolę i dokonujemy czynów, jakich już za chwilę będziemy histerycznie żałować? Moja ulubiona książka Bondy, debiutancka „Sprawa Niny Frank” (z 2007 roku), opowiada na przykład, w jaki sposób mieszkaniec miasteczka staje się seryjnym zabójcą.
„[…] nie ma jednego motywu – czytam w bardzo ciekawej rozmowie z Jarosławem Czechowiczem – choć prokurator żąda od śledczych precyzyjnego określenia. To zawsze jest proces polimotywacyjny, czyli mieszanina, miks, wiązanka motywacji, potrzeb i marzeń, które składają się w kalejdoskop emocji. Dopiero po jego rozłożeniu widać to w całości”.

Dla Bondy zbrodnia nie jest gadżetem literackim, kryminał nie jest tylko i wyłącznie popłatną konwencją. Opowieść kryminalna w jej wydaniu to opowieść egzystencjalna, dzięki której próbujemy zrozumieć skomplikowaną i mroczną stronę ludzkich emocji. W cytowanym powyżej wywiadzie autorka „Pochłaniacza” powiedziała jeszcze coś, co brzmi niemal jak wypowiedź programowa: „[…] wierzę tylko i wyłącznie w motyw emocjonalny”. Wierzę tylko w emocje. Nie ma nic poza emocjami. Mamy więc tutaj do czynienia z czymś w rodzaju antropologii sugerującej, że zabójstwo jest zniuansowanym komunikatem emotywnym, który należy rozszyfrować z psychologiczną precyzją. Poznawcze narzędzia policji, prokuratury i sądu są pragmatyczne, a więc posługują się skrótem, uproszczeniami, są obliczone przede wszystkim na efektywność, dlatego powieść kryminalna – podpowiada Bonda – ma ten luksus, że może się zająć cierpliwym i uważnym analizowaniem naszego życia wewnętrznego.

Emocje, skrzywione, rozpalone, zaciekłe, zatruwające nas od środka – być może to jest ta choroba, o której mówi piosenka melancholijnie inaugurująca „Fortitude”.

„Peeling of the layers / Peel it off / Peeling of the layers / Peel it off”.
Odzieraj z warstw, rozkładaj na czynniki pierwsze… 

Ów chorobliwy aspekt emocji znakomicie wydobywa twórca „Fortitude”, każe im przecież wrzeć w arktycznym klimacie. Symboliczny kontrast.

W powieści „Tylko umarli nie kłamią” profiler Meyer w obszernej wypowiedzi na temat zdegenerowanej natury Rudy Śląskiej przedstawia swój sposób rozumowania, który prowadzi do wniosku, że „miasto generowało najbardziej mroczne i odrażające zachowania ludzkie”:
„Wielka anonimowość życia. Bieda na granicy ubóstwa. Niski lub praktycznie żaden poziom wykształcenia. Duże nagromadzenie ludzi na terenie zróżnicowanym architektonicznie. Ruda pełna jest poindustrialnych tworów – pokopalnianych labiryntów, wyrobisk, mieszkalnych pustostanów. Jest rozległa i rozproszona. Raczej zlepek do mieszkania niż zwarte miasto. Do robotniczych osiedli zjeżdżali ludzie z całej Polski. Nie znają się od pokoleń, lecz od kilkunastu, może kilku lat. Nie nauczyli się budować więzi społecznych i nie przekazują takich mechanizmów zachowań swoim dzieciom. Przez to, że nie mają poczucia przywiązania do miejsca, nie identyfikują się ze społecznością, w której zmuszeni są funkcjonować. Są wykorzenieni. To rodzi w nich frustrację, nieufność i sprawia, że stają się łatwymi ofiarami”.

A przestępcy są najpierw ofiarami – to smutne prawo dziedziczenia przemocowych skłonności często przywołują bohaterzy Bondy i ona sama podczas rozmów z dziennikarzami. Być może da się tu wyczuć swoisty fatalizm: definiuje nas to, czego doświadczyliśmy. 

W długim i dość zmetaforyzowanym fragmencie o śląskim mieście znajdziemy jeszcze jeden wymowny passus: „Dawniej to miejsce było z pewnością magiczne. Ale dziś to cmentarz żywych ludzi, którzy przegrali swoje życie, bądź takich, którzy nigdy nie wierzyli, że mogą w nim cokolwiek zmienić”. W ten sposób Ruda Śląska staje się miastem-widmem, aberracją, ale również metaforą uprzytamniającą nam, że Bonda, niezwykle pracowita i szalenie mobilna pisarka, od wielu już lat rozrysowuje w swoich książkach alternatywną mapę Polski, podziemny atlas polskich miast.

„Fortitude” to śnieżny pejzaż, a opowieść Bondy?

Spośród wielu klimatycznych opisów wybieram ten: „Na mijanych polach kładły się mgły, nieodłączny element wschodniego krajobrazu. Były tutaj zawsze, niezależnie od pory roku. Zawsze magiczne i niepokojące. Może dlatego, że w tym ulotnym białym puchu mieściły się wszystkie ludzkie sekrety”.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×