Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Rock Demers: antydisneizm w Kanadzie, magia w Polsce i miłość w Rumunii
Marek Bochniarz
czwartek, 08 grudnia 2016
 Rozmowy  Film  Festiwale

Multikino 51, zamieszanie na sali wypełnionej dziećmi po porannym pokazie animacji 3D „Bitwy na śnieżki”. Prowadzący spotkanie z producentem filmu próbuje opanować podekscytowaną publiczność, mówiąc, że organizatorzy festiwalu próbowali ściągnąć Rocka Demersa od dwudziestu lat. 

Pies musiał umrzeć, by to miało sens

Podczas spotkania z kanadyjskim producentem młodzi widzowie są zdziwieni tym, że w finale „Bitwy na śnieżki” umiera pies – i to do tego „od śniegu”. 

– Pies umiera, ponieważ zamek zbudowany z grubych bloków lodu wali się na niego. I te bloki grzebią go pod sobą. Oczywiście umiera tylko w opowieści, w rzeczywistości żaden pies nie zginął – na wszelki wypadek informuje ich Demers i dodaje: – Poruszyliście bardzo ważny temat. Pies musiał umrzeć, aby film miał swoją wagę. W większości wojen – w każdym kraju i w każdym czasie – to ci, którzy są najbardziej niewinni, umierają jako pierwsi.

„Bitwa na śnieżki” to tak naprawdę remake najpopularniejszej produkcji Demersa i jednego z najbardziej kultowych filmów kanadyjskich dla dzieci – „Psa, który zatrzymał wojnę” z 1984 roku. – Gdy byłem dziewięcioletnim chłopcem, budowałem śnieżne forty do zabaw z przyjaciółmi. W filmie było sporo improwizacji i przypadkowych zdarzeń na planie.

Pierwsza wizyta w Polsce

Kiedy oglądałem niedawno „Cudowne dziecko”, uświadomiłem sobie, że ten film widziałem jako dzieciak – i zaskakująco dobrze go zapamiętałem. Obrazy z niego powracały przez lata trochę jak koszmary albo zatarte wspomnienia. – Gdy patrzę na niego dziś, to wyobrażam sobie, że pewnie ciężko było go nakręcić w komunistycznej Polsce – mówię do Rocka Demersa.

Producent uśmiecha się i mówi, że miał wiele szczęścia, robiąc „Cudowne dziecko” w koprodukcji z Polską. Opowie mi wszystko, a ja wybiorę z tego, co chcę. Ta historia brzmi jednak trochę zbyt nieprawdopodobnie – niemniej Kanadyjczyk ma takich w zapasie całkiem sporo (obsypywał nimi na pokazach zdezorientowane dzieci). Tę jedną – polski wątek – przytoczę więc w całości.

Demers jako student podróżował po świecie i Polskę odwiedził po raz pierwszy w 1958 roku, do Warszawy przyjechał pociągiem z Pragi:

– Miałem 21 lat i nie potrafiłem w ogóle mówić po polsku. Wyszedłem z dworca kolejowego i zacząłem pytać ludzi, gdzie jest hostel, w którym mógłbym się zatrzymać na tydzień. Zapytałem z dziesięć osób, ale nikt nie potrafił mówić po francusku czy angielsku... albo bał się, że zostanie zauważony, jak rozmawia z obcokrajowcem.

Gdy Demers był już zniechęcony, zobaczył młodego mężczyznę z książkami pod pachą i postanowił spróbować ostatni raz. Zagadany mężczyzna znał język angielski, ale szybko załapał, że to nie jest ojczysty język obcokrajowca – i przeszli na francuski. Zaoferował się, że zaprowadzi go do taniego hotelu. W trakcie rozmowy okazało się, że studiuje fizykę, sam Demers zaś planował zostać nauczycielem. Polak był także wielkim fanem kina, a Kanadyjczyk przed wyjazdem zdążył założyć magazyn filmowy. Dlatego następnego dnia poznał go z młodymi polskimi filmowcami – Wajdą, Kawalerowiczem, Munkiem i krytykami filmowymi. Kim był tajemniczy kinofil? Krzysztofem Zanussim.

– Tak bardzo się z nim zaprzyjaźniłem, że wyruszywszy po tygodniu w dalszą drogę, wysyłałem mu kartki – z Indii, Japonii. A gdy wróciłem do Kanady, utrzymałem z nim kontakt i dałem mu znać, że dostałem pracę dyrektora Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Montrealu.

W 1962 bądź 1963 roku Zanussi wysłał mu list w którym pisał: „nie jestem już studentem fizyki. Zdecydowałem się zostać reżyserem. Właśnie skończyłem mój pierwszy film i chcę wysłać Ci jego kopię. Jeśli Ci się spodoba, możesz go pokazać na swoim festiwalu”.

– Gdy założyłem w Kanadzie firmę dystrybucyjną, wprowadziłem do kin „Życie rodzinne” i „Strukturę kryształu”. Zaprosiliśmy Zanussiego do Montrealu jako członka jury. Gdy jedliśmy razem lunch, zapytał mnie: „Co masz teraz w planach?”. Wówczas zajęty byłem rozwijaniem „Tales for All” – serii filmów familijnych dla dzieci. Odparł na to: „Właśnie założyłem małą firmę producencką i jest z nią związany młody filmowiec, który właśnie skończył pisać scenariusz projektu, mógłbyś być nim zainteresowany”. Gdy dostałem pierwszą wersję scenariusza, bardzo mi się spodobała i tak stałem się koproducentem „Cudownego dziecka”. Waldemar Dziki przyjechał do Montrealu, zatrzymał się w moim domu i pracowaliśmy nad scenariuszem dwa-trzy miesiące.

W Kanadzie Dziki wybrał dwóch aktorów do filmu. Do Polski miał też przyjechać art director i technicy od efektów specjalnych:

– Gdy skończyły się zdjęcia, reżyser wrócił do Montrealu zająć się postprodukcją. To był wielki hit na wielu festiwalach i zebrał wiele nagród. Wciąż mam kontakt z Zanussim. Kilka miesięcy temu, przed śmiercią Waldemara Dzikiego, umawiałem się z nim na spotkanie w Poznaniu, zaprosił mnie też do Barcelony, gdzie mieszkał.

Eksplodujące lampy w państwie policyjnym

Aby wyprodukować film w Kanadzie, muszą w nim wystąpić kanadyjscy aktorzy. Przy okazji realizacji „Cudownego dziecka” trzeba było zawrzeć oficjalną umowę koprodukcyjną.

– Wtedy nie było porozumienia koprodukcyjnego między Polską a Kanadą. Udałem się więc do ministra spraw zagranicznych, ten zażyczył sobie listu od ministra z Polski. Wysłałem go więc Zanussiemu, który udał się do ministerstwa, aby takowy wysłali do Kanady. I tak zawarliśmy umowę.

– Czy trudno było nakręcić ten film w PRL?

– Nie. Ale czarodziej nie chciał, aby kręcono filmy o magii – i dlatego w czasie zdjęć miała miejsce seria niewytłumaczalnych zdarzeń. Na przykład jednego dnia na planie ciężarówka z prądnicą bez kierowcy w środku potoczyła się i zniszczyła drugą ciężarówkę, w której był sprzęt filmowy – czego nikt nie potrafił potem wyjaśnić. Innego dnia w studiu filmowym wybuchło oświetlenie. Zdarzyło się też, że nic nie udało się wywołać z materiału z dwóch dni zdjęciowych – na taśmie były tylko punkty światła. W studiu nie potrafili tego wyjaśnić, wysłali materiał do Kanady, gdzie też nie wiedzieli, co się stało i przesłali taśmę do Hollywood, aby znaleźć wyjaśnienie – co zostało uwiecznione na filmie. Z powodu takich zdarzeń zdjęcia przedłużyły się o cały miesiąc.

– A co z kwestiami politycznymi? W „Cudownym dziecku” dużą rolę odgrywa wszędobylska policja – polskie władze musiały to przecież negatywnie odebrać.

– Gdyby to była w całości polska produkcja, nie udałoby się jej pewnie zrealizować. Ale ponieważ była to koprodukcja, posłużyli się pretekstem, że to ja chcę mieć ten aspekt w filmie. Też byłem zdziwiony, że zgodzono się na to – ale tak się jednak stało. A gdy film odnosi wielki sukces, wybacza się takie rzeczy.

Komuniści kochają gimnastyków

Na innym z porannych pokazów Ale Kino! najmłodsi zobaczyli „Dosięgnąć nieba” – film o początkach kariery dziesięcioletniej Coriny w komunistycznej Rumunii. Po seansie Demers opowiada o losach Izabeli Moldovan – sieroty przygarniętej przez szkołę, do której trafiła reżyserka filmu Elisabeta Bostan w poszukiwaniu aktorki do głównej roli. I choć dyrekcja przekonywała ją, że Izabela jako kiepska uczennica i ciamajda nie nadaje się do grania gimnastyczki, jednak się na nią zdecydowała. Po zrobieniu filmu reżyserka zaadoptowała ją, a Izabela stała się prymuską, zrobiła karierę w gimnastyce, i ostatecznie została choreografką.

– Jak doszło do tego, że zrealizował Pan koprodukcję z Rumunią - „Dosięgnąć nieba”?

– Gdy w latach 60. byłem dyrektorem festiwalu w Montrealu, co roku w styczniu wyjeżdżałem w podróż po wielu krajach, z której wracałem na początku czerwca z planem programu. Przejeżdżając przez Rumunię, poznałem Elisabetę Bostan i zobaczyłem jej film, który bardzo mi się spodobał. Gdy dowiedziała się, że zostałem producentem, zaproponowała mi zrobienie filmu w koprodukcji z Rumunią. Naturalną kolejną rzeczy było to, że film będzie dotyczył młodej mistrzyni w gimnastyce – z powodu Nadii Comăneci, która była wówczas wielką gwiazdą.
Wciąż jeszcze żył Ceaușescu. Wraz z Elisabetą odwiedziliśmy biuro pani Ceaușescu, która przeczytała scenariusz i od niej zależało wydanie zgody na film. Ze względu na możliwość koprodukcji z Kanadą i temat kobiecej gimnastyki – zgodziła się.

– Premiera tego filmu miała miejsce już w innym kraju, gdy reżim komunistyczny upadł.

– Gdy zdjęcia były już skończone, przyjechałem do Rumunii zobaczyć surowy materiał. Do Bukaresztu przybyłem 19 listopada 1989 roku. Dzień później byłem w sali projekcyjnej z Elisabetą, operatorem i resztą ekipy filmowej. Nagle projekcja została przerwana. Elisabeta powiedziała: „Zostań tutaj, wrócimy za kilka minut”. Minęła godzina i nikt nie wrócił. Wyszedłem z sali i zastałem wszystkich przed ekranem telewizora. Tego dnia doszło do rewolucji.
Nie mogłem wrócić do hotelu, ponieważ siły rządowe na jego dachu strzelały z karabinów do każdego, kto zbliżał się do budynku. Co prawda hotel był oddalony o zaledwie pięć minut drogi, ale trzeba było się porozumieć z dziesięcioma osobami, aby otrzymać zgodę na przejście, móc porozmawiać z ludźmi na dachu i nie zostać zastrzelonym. Zabrałem walizkę i zostałem wywieziony z Bukaresztu w pobliże lotniska, ponieważ sytuacja była zbyt niebezpieczna, aby zostać w mieście.
Na lotnisku był pilot małego samolotu z Francji. Dopiero co przyleciał z dziennikarzem, który zajmował się relacjonowaniem zdarzeń z rewolucji. Poprosiłem go o pomoc w wydostaniu się z kraju. Porozumiał się z francuską ambasadą, która wynajęła samochód i umieściła na nim biały materiał z czerwony krzyżem, abym mógł bezpiecznie dojechać na lotnisko. Jednak nie udało się i wróciliśmy do hotelu. Wieczorem 25 grudnia Ceaușescu został rozstrzelany.

– Z realizacją filmu łączy się jeszcze jedna ciekawa historia...

– Mój syn jest fotografem i zajmuje się robieniem fotosów. Gdy kręcę film, jest ze mną, aby wykonać zdjęcia aktorów na potrzeby materiałów promocyjnych. Dlatego był w Rumunii podczas realizacji „Dosięgnąć nieba” i zakochał się w jednej z gimnastyczek. Nie mógł jednak wyjechać z nią z Rumunii ze względu na rewolucję. Znalazł więc ludzi, którzy zgodzili się przeprowadzić ją lasem przez granicę z Węgrami, potem miała dostać się na lotnisko w Budapeszcie, z którego planowała dolecieć do Kanady. Gdy syn zajmował się przygotowaniem całej akcji, Ceaușescu zginął. Pozostało mu więc wysłać ukochanej bilet do Rumunii. Obecnie jest matką trójki moich wnuków.

– „Dosięgnąć nieba” wiąże dwa wątki tak charakterystyczne dla komunistycznej Rumunii. Jeden z nich to obsesja gimnastyką. Druga to zakaz dokonywania aborcji, przepełnione domy dziecka i problem sierot. Jedną z nich była przecież Izabela Moldovan. Po pokazie filmu wspomniał Pan, że dostał od niej scenariusz.

– Dziś ma męża, dwójkę dzieci i nadal mieszka razem z Elisabetą w ich domu w Bukareszcie. Kilka lat temu otrzymałem od niej propozycję zrobienia filmu na podstawie scenariusza, który napisała razem z mężem aktorem. Bardzo spodobał mi się temat tej historii. Choć mam już 83 lata, być może znajdę w sobie jeszcze siłę, aby wyprodukować ostatni film. Mam nadzieję, że będzie on oparty na scenariuszu Izabeli Moldovan – dziewczynki z „Dosięgnąć nieba”.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×