Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.
Nowe
08 marca 2017
06 marca 2017
03 lutego 2017
23 stycznia 2017
Podskórny Poznań

...a kraj był...

19 stycznia 2017
Spójrz!
Michał Piepiórka
poniedziałek, 21 stycznia 2013
 Film

 

Czytając liczne recenzje „Holy Motors” Leosa Caraxa, można dojść do wniosku, że jest to film absolutnie o wszystkim: aktorstwie, rzeczywistości pożeranej przez simulakry, a nawet bezinteresownym pięknie. Rzeczywiście, oglądając hit zeszłorocznego festiwalu w Cannes, zdajemy sobie sprawę, że wszyscy komentatorzy mają rację – „Holy Motors” jest o wszystkim. Posiada przy tym cechę charakteryzującą największe dzieła sztuki, które znakomicie wpasowały się w swój czas – potencję opisu fundamentalnych problemów współczesności.

Rację ma również sam reżyser, który zwykł, oczywiście nieco kokieteryjnie, mówić, że to bardzo prosty film – facet wsiada do samochodu, jedzie do jednej pracy, potem do kolejnej. Trudno o lepszy opis tej szczątkowej fabuły! Oscar faktycznie niewiele robi poza jeżdżeniem po Paryżu limuzyną prowadzoną przez Celine, wypełniając przy tym zawodowe obowiązki – a że pracę ma dość niezwykłą… no cóż. Mężczyzna wciela się w kolejne role rozpisane w scenariuszach podrzucanych na fotel samochodu. Raz wychodzi z limuzyny przebrany za starą żebraczkę, innym razem zamienia się w obleśnego skrzata liżącego pachę Evy Mendes, a kolejnym… nie, nie zdradzę kolejnych wcieleń Oscara, pozwólcie się zaskoczyć! Te następne są jeszcze bardziej niezwykłe, a przy tym niesztampowo druzgocą nasze fabularne przyzwyczajenia. Aktorskie popisy Oscara, wciąż balansujące między rzeczywistością a nierealnością, zachwycają pomysłowością, barwnością i… w istocie, również bezinteresownym pięknem! Sprawia ono, że popadamy w hipnotyczną wręcz fascynację niesamowitością wcieleń Oscara. Momenty bezcelowej kontemplacji scenariuszowych pomysłów Caraxa nie trwają jednak zbyt długo, wyrywa nas z nich po Brechtowsku dystansujący autotematyzm, podkreślający sztuczność fabularnych rozwiązań.

Rozdzielenie rzeczywistego i fikcyjnego wcale nie jest w dziele Caraxa najwyraźniej zarysowującą się opozycją – tą jest binarność piękna i idei. Francuski reżyser twierdzi, że we współczesnym świecie mamy do czynienia z deficytem piękna, a raczej zatraciliśmy umiejętność jego dostrzegania. Zamykamy przed nim oczy niczym śpiący w sali kinowej widzowie w otwierającej film scenie. Media z kolei odwróciły się w stronę wynaturzonego dziwactwa. Według Caraxa, wystarczy otworzyć oczy – rozejrzeć się wokół siebie, spojrzeć przez szybę samochodu i zachwycić światłami nocnego Paryża czy wystawić własną wrażliwość na magiczne działanie ruchomych obrazów.

Właśnie one są najważniejszym bohaterem „Holy Motors” – film otwiera krótka migawka z filmów Edwarda Muybridge’a, który w swoim zoopraksiskopie łączył fazy ruchu, tworząc pierwsze na świecie filmy. Następnie przenosimy się do współczesnego pokoju hotelowego, w którym obserwujemy samego reżysera otwierającego w jednej ze ścian przejście do kina. Przestrzeń sali kinowej jawi się jako cudowne miejsce, gdzie ludzie śnią swoje sny, a klucz do tej niesamowitej krainy dzierżą filmowi twórcy – autorzy tacy jak Carax, który zdaje się aspirować do kontynuowania tradycji wielkich mistrzów kina z Godardem, Bergmanem czy Fellinim na czele. Jego „Holy Motors” wyraźnie jest inspirowane „8 i pół” tego ostatniego, jednak istnieje między nimi zasadnicza różnica. „8 i pół” jest sztandarowym dziełem filmowego modernizmu. Stawiało charakterystyczne i fundamentalne pytania dla tamtej epoki: Fellini wniknął w głąb świadomości reżysera filmowego – Guido Anselmiego. Zanurzył się w świat jego psychiki, aby zadać pytanie o epistemologiczne możliwości bohatera. Film Caraxa z kolei może się stać flagowym filmem dla sztuki postmodernizmu, która interesuje się raczej ontologią niż epistemologią – statusem bytowym naszej rzeczywistości. Francuskiego reżysera mniej interesują zaułki świadomości bohatera, a bardziej jego realność.

Właśnie te filozoficzne rozważania stanowią drugą warstwę filmu, będącą przeciwwagą dla niezwykłych antraktów. Carax stawia podstawowe pytania dla naszej współczesności – zastanawia się nad autentyzmem rzeczywistości i podmiotowej tożsamości. Nie rozstrzyga jednak tych kwestii w sposób definitywny, podsuwa jedynie własną, dość pesymistyczną diagnozę. Jego idee zdają się pochodzić z dwóch, łączących się w zasadniczych punktach, źródeł – myśli Jeana Baudrillarda oraz Erviga Goffmana. Podążając za tokiem wywodu francuskiego socjologa, Carax ukazał świat, w którym rzeczywistość poddaje się procesowi wypierania przez obrazy, powoli zamieniając się w film. Jego widzowie nie śnią już na jawie o filmowych przygodach, jak to było do niedawna, lecz w sali kinowej marzą o prawdziwym życiu. Nie mogą być również pewni statusu własnej tożsamości: ich ego zostało rozbite na wiązki odseparowanych ról. Ponowoczesny człowiek, niczym aktor, przywdziewa co chwilę nową maskę i wychodzi w niej na scenę życia codziennego. W takiej sytuacji fundamentalnym pytaniem jest, czy możemy funkcjonować bez maski – w pełni autentyczni jak Oscar we wnętrzu swojej limuzyny? Być może przestrzeń jego samochodu stanowi zinternalizowaną jaźń – znaczyłoby to, że tylko wobec siebie możemy być całkowicie szczerzy. Konfrontacja z innym wymaga od nas uzbrojenia się w grubą warstwę makijażu.

Oscar zapytany o powód nieustannego przybierania nowych tożsamości, mówi, że robi to dla piękna gestu. Ta odpowiedź wydaje się również receptą Caraxa na deflację realności: cieszmy się pięknem, choćby było tylko ułudą. Otwórzmy oczy na rzeczywistość, bo dzięki naszemu spojrzeniu nabiera ona wartości – jak mówi szef Oscara: piękno znajduje się w oku patrzącego.


„Holy Motors”
reż. Leos Carax
premiera: 11.01.2013


 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama


Reklama




e.CzasKultury.pl

Polityka wykorzystywania plików Cookies, POLITYKA PRYWATNOŚCI:

Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych.
Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe.
Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

×